RSS
sobota, 03 listopada 2007
Ryby głosu nie mają. Dzieci tak

Spokojna uliczka w Altenessen. Domek przy domku, zadbane zielone obejścia. Kilkaset metrów dalej podstawówka. Żeby dojść na lekcje dzieci co dzień pokonują uliczkę. Droga do szkoły tylko pozornie jest biezpieczna. Znaki z ograniczeniem prędkości do 30 km na godzinę kierowcy często ignorują. To, co nie udaje się urzędnikom załatwiają same dzieci. Na każdym drzewie "dziecięcy" limit szybkości z odbitymi rączkami i podziękowaniami od uczniów. 

Gdybyś był kierowcą zwolniłbyś?

18:26, jacek.madeja
Link Komentarze (4) »
Ratunek dla Niewiadowa?

Pamiętacie nieśmiertelne przyczepy campingowe, które ciągnęły dzielne maluchy i duże fiaty? Na wakacje jak znalazł. Jeśli nie wy to na pewno ktoś miał taką  w okolicy. Białe plastikowe ściany i duże podnoszone okno. W sam raz dla przeciętnej peerelowskiej rodzinki. Co bardziej przedsiębiorczy sprzedawali w nich zapiekanki i inne frytki.

Dziś przyczepa z Niewiadowa to prawie tak rzadki widok jak jednorożec. Nie wiem czy firma jeszcze istnieje, ale gdyby przeszczepić niemieckie zwyczaje jej przyszłość znów widzę ogromną. Tutaj tak jak u nas przy drodze stoją panie. Ale to lepsze profesjonalistki. Każda ma od razu swoją przyczepę w której może ugościć klienta. Jedna z ulic w Essen to prawdziwy biwak campingowy uciech cielesnych. Niestety zdjęć nie mamy. Za ciemno było.

17:55, jacek.madeja
Link Komentarze (2) »
piątek, 02 listopada 2007
Burmistrza nie ma. Jest rzecznik

Na spotkanie z dr. Wolfgangiem Reinigerem, burmistrzem Essen jestesmy za krotccy. Przez caly czas ma spotkania. Swoim audi A6 jezdzi z kierowca, tylko po to zeby mogl pracowac w czasie podrozy. Nawet mieszkancy nie moga sie z nim spotkac w cztery oczy. Przysylaja za to maile.

Zeby dowiedziec sie, co w trawie piszczy umawiamy sie na rozmowe z Detlefem Feige, rzecznikiem ratusza. Przez bite trzy godziny maglujemy go na wszystkie tematy zwiazane z miastem. Okazuje sie, ze gdyby Essen bylo prywatnym przedsiebiorstwem juz dawno by zbankrutowalo. Wszystkie zaciagniete kredyty siegnely juz ponad 1,6 mld euro. Zeby wyszli na zero kazdy mieszkaniec musialby gleboko siegnac do kieszeni i wylozyc po 4800 euro (nawet niemowlaki). Na dodatek glowna pozycja w budzecie to wydatki socjalne, a inwestycje czesto musza poczekac.

Mimo tych niewesolych wskaznikow udalo im sie rozwiazac problem dworca. A mieli taki sam jak my w Katowicach. Jeszcze kilkanascie lat temu hauptbanhof w Essen byl przechowalnia narkomanow, pijakow i bezdomnych. Usiedli razem: magistrat, koleje niemieckie, policja, Czerwony Krzyz i inne organizacje spoleczne. Opracowali program "Bezpieczny dworzec". Bezdomni za 1 euro dostaja miejsce w noclegowni, a narkomani, kiedy juz musza maja specjalne pokoje, gdzie moga dac sobie w zyle. - Lepiej, kiedy robia to pod nasza kontrola, w obecnosci lekarza. Przy okazji probujemy im pomoc wyjsc z nalogu - tlumaczy rzecznik.

Inna rzecz, ze budynek od dawna czeka na remont. Tu koleje tez duzo obiecuja. U nas magiczna data jest Euro 2012 tutaj rok 2010, kiedy Essen i Ruhrgebit bedzie europejska stolica kultury. Poczekamy zobaczymy.

Ratusz to ogromny budynek z lat 70.

W tlumaczeniu pomaga nam nieoceniony Michael.

W gabinecie rzecznika, jak u burmistrza ciagle cos sie dzieje.

15:34, jacek.madeja
Link Komentarze (1) »
środa, 31 października 2007
Z ludźmi jak z owadami, do światła zawsze przylezą

Jeśli spełni się Wellsowska wizja "Wojny światów" będzie wyglądała mniej więcej tak. Marsjanie postawią olbrzymi kolorowy neon, dokoła wykopią wypróbowaną pułapkę na tygrysy i zaczekają. Sami pójdziemy jak barany narzeź i ponabijamy się na bambusowe kolce. Podobną wizję mają esseńscy urzędnicy. Ale pokojową rzecz jasna. Co roku organizują "Tygodnie Światła". W tym roku po raz 58. pod hasłem Norwegia (Polska kilka lat temu miała swoje chwile chwały).

Inauguracja przyciągnęła tłumy. Na placu przed dworcem kilka tysięcy mieszkańców. Był burmistrz dr Wolfgang Reiniger, orkiestra i goście z Norwegii. Wspólnie nacisnęli knefel, światła rozbłysły a ze sceny popłynęło "Deutschland uber alles". Olbrzymie neony będą rozświetlały dzielnicę handlową aż do listopada. Od razu lepiej się spaceruje.

 

23:38, jacek.madeja
Link Komentarze (7) »
Essen – zagłębiowskie Katowice

Od kilku dni mieszkam w Essen, więc wypada skrobnąć kilka słów o stolicy Ruhrgebitu. W tym momencie śmiertelnie obraziłem dortmundczyków, którzy święcie wierzą, że to u nich jest stolica. Ale na bok lokalne waśnie i do rzeczy. Na przystawkę garść informacji przewodnikowych (mała szczypta, obiecuję). Ok. 600 tys. mieszkańców (6. co do wielkości miasto w Niemczech), ponad 1000-letnia katedra (to tylko tak ładnie brzmi, gorzej wygląda), synagoga (też nie rzuca na kolana, ale ciekawostką jest, że udało jej się przetrwać okres Trzeciej Rzeszy). No i najważniejsze dla nas Zeche Zollverein, dawna kopalnia węgla wpisana na listę światowego dziedzictwa kultury UNESCO (ale to osobny temat).

Essen reklamuje się jak miasto zakupów. I tak jest w istocie. Rozległa, zamknięta dla samochodów, dzielnica handlowa rozlokowała się na terenie dawnego starego miasta. Sklepy jak sklepy. Jedne mają ładniejsze wystawy inne mniej. Knajp nie za dużo (miejska imprezownia jest w sąsiedniej dzielnicy Rutenscheid). Za to ludzie najróżniejsi.

22:55, jacek.madeja
Link Komentarze (2) »
wtorek, 30 października 2007
Przewaga Orientu nad Okcydentem

Tam, gdzie sąsiad jest lepszy trzeba go podpatrywać i wyciągać wnioski. Ale nijak to się ma w Ruhrgebiecie jeśli chodzi o jeżdżenie schodami ruchomymi. Tu są daleko za Murzynami. Schody są co prawda z bajerami (zaczynają działać dopiero, gdy fotokomórka wyłapie pasażera), ale szlag mnie trafia, gdy widzę jak Niemcy jeżdżą. Po prostu za grosz nie wytworzyli kultury poruszania się na tym elektrycznym udogodnieniu. Jeżdżą ławą, blokują przejście i nie liczą się z tym, że ktoś się spieszy. Tu oczy warto zwrócić na wschód. Z lubością wspominam Rosjan, którzy poruszanie się po schodach w metrze opanowali do perfekcji. Kilkusetmetrowe zjazdy w karnych szeregach. Na prawo ci co stoją, po lewej droga dla tych co idą. Mimo ogromnych tłumów wszystko idzie sprawnie i szybko. Więc jeśli metro to tylko Moskwa albo Piter.

Aha dowiedziałem się jak to było z metrem. Oczywiście też mają szkody górnicze i sprawa nie była łatwa. Inżynierowie musieli najpierw przeprowdzić badania geologiczne i wszystko dokładnie policzyć. Ale okazało się, że jak się chce to się da. Zresztą pod ziemią kolejki jeżdżą tylko w centrach miast, później wyjeżdżaj na powierzchnię. Tak było po prostu taniej.

21:14, jacek.madeja
Link Komentarze (3) »
Mała liga, jeszcze większe emocje

Po eskapadzie na mecz Schalke stajemy się powoli wytrawnymi kibicami. Mimo, że pięć dni temu przeprowadziłem się do Essen serce i tak zostało w Wanne-Eickel. A w niedzielę niebywała okazja. Miejscowy klub DSC Wanne-Eickel (5. liga) gra u siebie. Fajnie byłoby dla odmiany zobaczyć małą ligę, bo emocje są ponoć jeszcze większe. I jakby się udało zdobyć koszulkę klubu. Z 10 gra Turek, kolega Michaela ze szkoły.

Mieszkańcy Zagłebia. Ruhry tak samo kochają fussbal jak Ślązacy. Wystarczy, że spotka się 11 chłopa i już zakładają amatorską dryżynę. W samym Essen z prawie 600 tys. mieszkańców ok. 100 tys. gra w najróżniejszych klubach sportowych (oczywiście nie tylko piłkarskich). Jak to bywa z górniczymi miastami znakomita część meczy odbywa się na Ascheplatzach. Tego też ci u nas dostatek.

20:43, jacek.madeja
Link Komentarze (9) »
Gdzie policjant nie może tam babę pośle

Mile rozczarowani, że nawet my możemy być kibicami poszliśmy na esseńską komendę policji. Polizeidirektor Friedrich Koch bardzo chętnie opowiedział nam o pracy tutejszych stróżów prawa. Okazuje się, że Essen to jedno z sześciu najbezpieczniejszych miast w Niemczech. - Trzeba działać, a nie tylko reagować - wytłumaczył jowialny policjant i zafrasował się, że za tydzień przyjeżdżają kibice Dynama Drezno. Zagrają z miejscowym Essen, które słynie z równie agresywnych fanów. No Herr Koch ma twardy orzech do zgryzienia.

Ale póki co dowiadujemy się, że tutejsza policja stawia na kobiety. No tak łagodzą obyczaje. - Gdybyśmy wyszli na ulicę i zwrócili uwagę jakimś pijaczkom moglibyśmy dostać po gębie. A z kobietą zaczną rozmawiać może nawet dadzą się przekonać - tłumaczy polizeidirektor, który przyznaje że kiedyś był zagorzałym przeciwnikiem przyjmowania kobiet do policji.

Polizeidirektor Koch przez cały czas trzyma rękę na pulsie.

Prawdziwy gliniarz w każdym calu.

Niestety polskiej nie ma

Prawdziwie rodzinna atmosfera robi się dopiero, gdy polizeidirektor oświadcza że w jednej czwartej jest Polakiem.

A to Claudia jedna z tutejszych policjantek. Zawsze nosi przy sobie kajdanki.

11:28, jacek.madeja
Link Komentarze (1) »
niedziela, 28 października 2007
Jak kupiłem szalik Schalke

Miało być o tym, jak w Gelsenkirchen wybudowali stadion na 60 tys. miejsc, jeden z najnowocześniejszych na świecie. O tym jak budowe wsparli kibice i jak arena zmienila życie przemysłowego miasta. Ale będzie o tym, jak kibicuje się w Niemczech.

W sobotę „topspiel", wielki ligowy szlagier. Schalke gra z Werderem Brema. - Pojedziemy pod stadion, zobaczymy jak wygląda, podglądniemy, jak zachowują się niemieccy kibice - planujemy. O biletach na jakikolwiek mecz w tym sezonie można już tylko pomarzyc. Wsiedliśmy w kolejkę i pomknęliśmy do Gelsenkirchen.

Widać, że dworzec specjalnie wyszykowany na ubiegłoroczny mundial. Tramwaj 302 wypełniaja kibice. Jest troche inaczej niż zwykle. W wagonach pasażerowie piją piwo, cidry i palą papierosy (no cóż, sport rządzi się własnymi prawami).

Kibice Schalke i Werderu jadą razem, ale wszystko przebiega spokojnie. Pod stadionem kilkudziesięciotysięczna ciżba ludzi. W tłumie wpadamy na Theo, który w ręku trzyma bilety. - Chcesz je sprzedać? - pytam z głupia frant. Za 10 euro dostajemy miejsca na Nordkurve! To „kocioł” tylko dla najbardziej zagorzałych kibiców. Tu bywają ci, którzy naprawdę kochają Schalke 04.

Kiedy trwała budowa stadionu, fani długo walczyli, żeby miejsca na połnocnym zakręcie pozostały stojące. Kiedy dzwonię do znajomych, którzy są zapalonymi kibicami myślą, że robię ich w konia. - Ludzie się zabijają o takie bilety. Tylko taki pilkarski ignorant jak ty mógł mieć takie szczęście - podsumowują.

No cóż, jestem w środku i tyle.

Wszyscy chcą zobaczyć spotkanie na szczycie.

Ciśnienie jest tak ogromne, że trzeba sobie ulżyć. Pod płotem, przy drodze, gdziekolwiek. Ale nie ma się co dziwić po tylu piwach w tramwaju.

Theo (po prawej) i jego kolega. To dzięki nim mamy bilety. Chyba wyszli z założenia, że zobaczyć mecz i wdzięczność w naszych oczach - bezcenne.

Puste butelki po piwie po prostu się zostawia. Społeczni inspektorzy śmieciowi spieniężą je w skupie.

Każdy sposób jest dobry, żeby wejść na stadion.

Historyczny moment. Drugi raz jestem na meczu. Wcześniej było Polska-Bułgaria kobiet na Stadionie Śląskim. Wygraliśmy 8:0.

60 tys. kibiców. Warto przyjść, żeby zobaczyć tyle ludzi w jednym miejscu.

Nasi grają na niebiesko.

Nad harmonijnym kibicowaniem czuwa ten człowiek. Żebyśmy się nie pogubili.

Wszyscy się wydzierają, żeby pomóc swojej drużynie.

Taka kamizelka to lata pracy.

Po chwili znajduje się i szalik dla mnie. Na razie pożyczony.

Nordkurve - to brzmi dumnie.

Gool! Skaczę do góry i cieszę się jak małe dziecko, a razem ze mną kilkadziesiąt tysięcy fanów Schalke.

Piwo jedzenie kupuje się za pomocą specjalnej karty, którą trzeba doładowywać. Wpłacamy kilka euro na konto Bastiana i jak wszyscy możemy napić się piwa.

Wreszcie mam swój szalik.

Ale gdzie mi do niego. On kocha Schalke jak mało kto.

Rodzice z dziećmi też przychodzą na mecze.

Lista kibiców-darczyńców, którzy pomogli wybudować Veltins Arena.

Skończyło się remisem 1:1. Kibice obydwu wracają razem do domu.

Tramwaje odjeżdżają jeden za drugim.

W pociągu też niemiłosierny tłok.

Okazało się, że można i tak. Na stadionie były kobiety, dzieci, a kibice przeciwnej drużyny rozmawiali po meczu z fanami Schalke. Po meczu wszyscy zgodnie rozjechali się do domów. Choć policja przez cały czas nad wszystkim czuwała. Na dworcu w Gelsenkirchen dostaliśmy ultimatum - albo chowamy szaliki albo musimy zaczekać aż będzie mniej kibiców Werderu. Bijatykę widziałem dopiero wieczorem w telewizji. Kibice Dynama Drezno niszczyli wszystko na swojej drodze.

16:55, jacek.madeja
Link Komentarze (6) »
Sobotnia orgia czytania

 

W sobotę o północy Mustafa Tay, listonosz z Herne, był najbardziej wyczekiwaną osobą na Bismarck Strasse. Mimo późnej pory światła w kilkudziesięciu domach jeszcze się świeciły. Wszystko przez Harry'ego Pottera. Mustafa przez kilka godzin rozwoził ostatni tom przygód czarodzieja.

Książka ma właśnie swoją premierę, a kto nie chciał tłoczyć się w księgarniach mógł ją dostać pocztą. Tak więc ruszyła wielkia orgia czytania. Niektórzy tu już wiedzą, czy Harry Potter zginie.

16:55, jacek.madeja
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3